Menu pionowe

Szukaj

Kategorie

  • Brak kategorii

.

O tak, zdecydowanie there’s no place like home. Doceniam to zwłaszcza teraz, kiedy mieszkam w rezydencji. To znaczy, w akademiku. Męczy mnie coraz bardziej ten brak przestrzeni i fakt, że nie mam żadnego swojego hmm, kącika ;p Co prawda teraz może być lepiej, bo moja współlokatorka (skądinąd fajna; mieszkało nam się bezkonflikowo nie licząc moich przymusowych pobudek, kiedy ona szła do pracy… ;] ) jedzie na erasmusa, więc jest szansa na to, że mogę mieszkać sama (a przynajmniej do czasu, aż mi kogoś nowego nie dokooptują…). Przede wszystkim jednak mam zamiar przenieść się na dolne łóżko, co będzie znacznie wygodniejsze i może wreszcie zacznę się czuć komfortowo, bo jednak siedzenie i robienie wszystkiego przy biurku jest dla mnie mocno nienaturalne… ;p (i sobie wreszcie zrobię miły kącik do siedzenia i czytania/komputera!)

Co do pracy – celowo nic o niej nie pisałam, bo uznałam, że tzw. pierwszy tydzień zawsze wygląda tak samo: przychodzi się, nic się nie wie, nikogo się nie zna, jeszcze nie zawsze do końca wiadomo, jak się odezwać. Zresztą, w moim przypadku tydzień to tak naprawdę pół tygodnia, więc serio, jeszcze nie ma o czym mówić. Nie mniej jednak, ludzie są naprawdę mili i przyjęli mnie naprawdę dobrze, wczoraj nawet zastałam na biurku czekoladę i kwiatka w kubeczku jako pozostałość z czwartku, how nice! ;] Dodatkowo ktoś miał urodziny i przyniósł cukierki, a inny gość dostał awans i z tej okazji przyniósł pączki, których zabrakło, ale ja się załapałam na przedostatniego :D Damn, a miałam nie jeść słodkiego! I miałam biegać i chodzić na basen! I nic! ;p W każdym razie o pracy porozmawiamy, jak już zacznę coś robić, chociaż z tym czymś to i tak nie do końca, bo z tego, co wiem, jeszcze długie wdrożanie przede mną (chociaż etap czytania prezentacji chyba się zakończył ;] ).

Kupiłam telefon. To znaczy na razie kliknęłam na kup teraz na Allegro, ale bliżej temu do kupienia niż dalej ;p Jaki telefon? No, powiedzmy, że z tej rodziny, do której wzdychałam właściwie od momentu posiadania pierwszej komórki, bo wtedy ogromnie mi się podobały klawiatury qwerty, i ten model, do którego już całkiem realnie wzdychałam od kilku miesięcy, bo wydaje mi się po prostu najładniejszy, czyli Blackberry 8520! :D Oczywiście teraz wszyscy mądrzy „lepiej z androidem” czy też ogólnie „coś nowoczesnego” pospadali z krzeseł, am I right? ;p Prawda jest taka, że potrzebuję telefonu właściwie tylko do pisania, dzwonienia, sprawdzenia godziny, budzika i kalkulatora, do tego internet, ale też nie tak, żeby siedzieć i robić niewiadomoco. Na koniec, a w zasadzie przede wszystkim, telefon ma wyglądać i cieszyć oko, i to by było chyba na tyle. A to BB jest śliczniutkie! ;] Myślę, że we wtorek już będę mogła odebrać . Szukałam po odbiorze z Krakowa, nowego – a bo nie wiadomo, kto to macał, a poza tym macany telefon? nieee! ;p i z real photo – bo bardziej wiarygodne niż zdjęcia od producenta, wzięłam taki za 539zł. Jak dla mnie – och, madness! ;p No ale, w końcu jak ja kupuję telefon, to mam go potem 3-4 lata, a poza tym się zarabia (no dobra, pierwsza wypłata za miesiąc… ;p ), się ma! ;p

O_o

No nie. No nie! To zadziwiające, że w moim życiu, które przecież charakteryzuje się w dużej mierze stagnacją, tak często pojawia się ironia losu. I nieprzewidziane zwroty akcji.

Zadzwonił dzisiaj telefon. Z Comarchu. Pierwszą rzeczą, o której pomyślałam, było to, że może moje losowe odpowiedzi okazały się poprawne (chociaż nawet gdyby, to i tak nic to nie zmienia – dostałam wczoraj tel. z tej zewnętrznej firmy oraz maila ze szczegółami odnośnie szkolenia, także jest wszystko ok ;] ), ale to, co usłyszałam… No po prostu rozwaliło mnie dokładnie. Do rzeczy.
Zadzwonił gość w sprawie mojego zgłoszenia na programistę DSP (tu się trochę ucieszyłam, że wreszcie ktoś zauważył, na co było moje podanie… ;p ). – Czy to aktualne? – Nie, niestety już nie, już coś znalazłam innego. Następnie obydwoje zgodziliśmy się, że te moje testy to jednak były trochę nie w temacie i w ogóle. Pan był trochę rozczarowany zaistaniałą sytuacją, tłumaczył, że dopiero teraz wrócił i przeczytał zgłoszenie i stwierdził, że najwidoczniej „ci ludzie” nie rozróżnili inż. DSP od inż. systemowego. Jeszcze raz wyraził ubolewanie, że padłam ofiarą złych testów i że to już dla mnie nieaktualne, i życzył powodzenia.

!!!

Chciałoby się litościwie spuścić na to wszystko zasłonę milczenia, no ale wiecie co? Naprawdę dzieją się takie rzeczy? Really?! Za poważne poszukiwanie pracy (no dobra, poważne to to nie było ;p ) wzięłam się nieco ponad miesiąc temu, a już próbowała mnie przejechać maszyna rekrutacyjna i to w sposób doprawdy dziwaczny…

No oczywiście, nikt nie gwarantuje, że by mi się udało na tych właściwych testach i potem na rozmowie, a poza tym na razie chciałam do Delphi (może nie na to stanowisko, na którym jestem, ale to akurat niewielki problem, przemigrować za jakiś czas zawsze można ;p ) i jestem w Delphi, no ale teraz oczywiście zaczynam się zastanawiać, jakby to było być tam ;p Nie mniej jednak, cieszę się bardzo, bo widać, że żadną miarę nie jest mi pisany los bezrobotnego inżyniera! xD

14.02.2012

Okej, w sumie może się to wydać zadziwiające, czemu od razu się nie pochwaliłam. Tydzień opóźnienia! Ostatnio wszystkie ważniejsze rzeczy dzieją się we wtorki.
Generalnie jestem dosyć verschlossen (ach, lubię bardzo to słowo. To pierwsze słowo, które zapamiętałam podczas korepetycji z Jessicą ;] ) i nie opowiadam o sobie, ale czasem to się po prostu zbiera i garnek kipi (które to określenie wymysliłam dawno temu z P. dla kogoś zupełnie innego), a potem jestem trochę zła na siebie, że znów tak głupio opowiadam o sobie, więc znów celowo nic nie mówię i znajduję dosyć dużą satysfakcję w niemówieniu. Mniejsza z tym ;p

14.02 miałam te całe testy w Comarchu. Strasznie mi się chciało śmiać na tych testach, po części dlatego, że w zasadzie 95% to było dla mnie wtf (o czym poniżej), po części dlatego, że dobrze wiedziałam, że jestem tam już tylko dla tzw. sportu i dlatego, że to niegrzecznie nie przyjść na testy, na których obecność się potwierdziło. W zasadzie minutę po tym, jak wyszłam z tramwaju, zadzwonił telefon. Pan z Delphi. Ach, no tak, bo przecież nie mówiłam, że tajemnicza firma X., w której na rozmowie kwalifikacyjnej sadziłam swoje kwiatki, to Delphi! I nie mówiłam też, że parę dni później po tamtej rozmowie zadzwonił pan z rekrutacji mówiąc, że wynik pierwszej rozmowy był pozytywny (nie wiem, co wtedy odpowiedziałam, bo akurat byłam zajęta myślowym atakiem smiechu ;p )! I że była jeszcze jedna rozmowa, telefoniczna, tym razem bardziej w stylu „co panią motywuje do pracy”, na której po angielsku rozmawiałam o bollywood (no co, to nie ja zaczęłam ten temat ;p ) i nieco poprawiłam te nieszczęsne oczekiwania finansowe („…ale jestem otwarta na propozycje” xD )!
No więc Pan zadzwonił i pyta, czy może zająć chwilę czasu („yyy nie, panie, właśnie idę na testy do innej pracy”), więc ja mu na to, że jestem na mieście więc trochę nie bardzo, i o czym chciałby rozmawiać, a on na to „hm, w zasadzie to chciałbym zaproponować pani pracę”.

Ok, jeszcze raz. Przyjęli mnie do pracy tam, gdzie chciałam, na stanowisko młodszy inż. ds. testów systemów z oprogramowaniem :D Od razu uprzedzam, to nie są zwykłe testy! To są ważne testy, czy elektronika została dobrze zaprogramowana ;p Np. czy światła się dobrze palą ;p Albo wycieraczki chodzą. Czy jakoś tak ;p

Odrobinę sprawy skomplikował mi plan zajęć, który się dziś ukazał, ale myślę, że nie powinno być bardzo źle i że nikt nie będzie miał nic przeciwko modelowi 8 + 4 + 4 + 0 + 4 ;p Trochę nie bardzo jest też to, że jak dotąd jedyne, co wiem, to to, że 20 godz, że w czwartek 1.03 mam szkolenie (i tu niestety źle się czuję z myślą, że będę musiała opuścić jakieś pierwsze laborki, ach), a w pt, jak pan się wyraził „zapraszamy do pracy”. Dodatkowo muszę jeszcze załatwić badania do pracy, ale najpierw ma się ze mną skontaktować zewnętrzna firma, która mnie zatrudni (bo jak się okazało, Delphi ma za małą pulę wolnych etatów, żeby sobie samemu zatrudniać ludzi na 1/2. Czy jakoś tak). Jak można się domyśleć – firma się jeszcze nie odezwała ;p Z jednej strony to dobrze, bo jak można się domyślić odwlekam jak mogę moment wyjazdu do tego daremnego miasta (dobra, wiem, że miasto średnio może być daremne, ale jakoś ostatnio nie moge myśleć o nim inaczej jak o daremnym mieście krakowie), ale z drugiej strony – pewnie mnie czeka załatwianie w pośpiechu tych wszystkich rzeczy ;p

Tak więc plan (o którym teraz myślę, że nie jest znowu taki fatalny, o ile oczywiście uda mi się zapisać na te laborki, które chcę. Bo jeśli się nie uda i nie zdążę, tak jak ostatnio, to bieda ;p Ale skoro wszechświat chce, żebym zaczęła pracować, to wszechświat nie dopuści, żeby coś stanęło mi na drodze, czyż nie?) trochę mnie wytrącił z równowagi i dlatego wygadałam się już dziś dwóm osobom, damn ;p A nie lubię się wygadywać, jak coś nie jest do końca pewne. No dobra, każdy zdroworozsądkowy człowiek by powiedział, że to jest pewne, ale ja jestem typem po części asekuracyjnym i nic nie jest pewne, dopóki nie zobaczę tego na papierze ;p

Co do najważniejszej rzeczy, która zawsze gdzieś tkwi mi w głowie. Ja to ja, zawsze trochę się martwię, czy sobie poradzę i w ogóle. Mimo wszystko jednak czuję, że to jest takie… właściwe, i dlatego, szczerze mówiąc, bardzo mało myślę o ewentualnej kwestii nieporadzenia sobie.

Ach, no tak, miało być jeszcze o tych testach ;p Kurde, szczerze, nie pamiętam nawet, co tam było! ;p Pierwszy test, na ogólnego inż. systemów (chyba się tak to zwało) przestrzelałam w całości, bo nie było tam nic, co by brzmiało znajomo. Drugi, inż. systemów linuks, o dziwo, brzmiało to minimalnie znajomo, bo trochę sobie w końcu poczytałam, ale i tak rozminęłam się z wiedzą, a chyba jedynym pytaniem, gdzie odniosłam wielki sukces, było „jak wyjść z vi” i to o dziwo pamiętałam z czasów, jak chciałam się zapoznać z linuksem jakieś 5 lat temu, zainstalowałam Fedorę, pomimo prób nie znalazłam nic fascynującego w siedzeniu i kontemplowaniu konsoli i zawsze kończyło się na Mahjongu… ;p Trzeci test był o sieciach i tu poszło mi najlepiej, chociaż też nie dobrze, bo niektóre zagadnienia były nieco dziwne.

A jako gratis – nowa celebrytka TVN, w okolicach czasu -7:11 ;p To finał z tamtego roku; rejon krk-podgórze miał zawsze najwięcej wolontariuszy i nie dla każdego znalazło się zajęcie – ja np. przez większość czasu siedziałam i jadłam pizzę albo chodziłam do pseudokuchni po herbatę. Tym bardziej zadziwiające jest, że akurat nakręcili mnie w momencie, kiedy naprawdę coś robiłam (a dokładniej – zabierałam swoje paczki. I nieeee, wcale nie wyglądam jak jakieś ułomne dziecko… ;p )! ;]

wtf

Ok, to jest dziwne. Ponieważ moja jestem-bezrobotnym-inżynierem-nie-mam-pracy-schiza raczej nie maleje, przeglądam różne serwisy w poszukiwaniu czegoś naprawdę fajnego. Wczoraj natrafiłam na programistę DSP w Comarchu. Z opisu wyglądało to całkiem ciekawie, nie brzmiało to tak obco, prosili o wypełnienie ankiety rekrutacyjnej. Wciąż świeża była lekka poniedziałkowa poracha, więc stwierdziłam, że ankieta nie strzelba, kto nie ryzykuje, ten nie ma ;p Spędziłam naprawdę dużo czasu na wypełnianiu tej ankiety, dołączyłam CV, później doczytałam, że trzeba było jeszcze wysłać list motywacyjny i dołączyć jakąś tam klauzulę. Ha, życie. Standardowa klauzula w CV może by przeszła, ale ten list już chyba mniej. Cóż, spisałam na straty ;p

Przed chwilą patrzę na maila i co widzę?

„Z przyjemnością informuję, że została Pani zakwalifikowana do drugiego etapu rekrutacji i selekcji do pracy w Comarch.”

I niby wszystko byłoby ok, gdyby nie budzący zdziwienie zestaw pytań na teście:

  1. pytania z wiedzy technicznej oraz znajomości systemu Windows – no, to ma sens
  2. moduł sieci i bezpieczeństwo – też ma jakiś sens, bo zaznaczyłam wiedzę teoretyczną z sieci lokalnych, bo ostatecznie mieliśmy przedmiot sieci komputerowe, a podpunkt „wiedza teoretyczna” na bank odnosi się właśnie do takich przypadków
  3. moduł Unix/Linux –  badający wiedzę i umiejętności w zakresie administracji systemami – wtf? czy ja się pomyliłam i przypadkiem zaznaczyłam coś, czego nie powinnam? skąd to się tu wzięło?

No i jak to się ma do programisty DSP? ;p Zawsze mogę się mylić, ale ciśnie mi się na usta, że nijak. Cóż. Oczywiście, że pojadę i oczywiście, że coś sobie o tym poczytam, choć jak przypuszczam nie stanę się w ciągu tygodnia administratorem systemów… ;p

Przyszła mi do głowy straszna myśl – a co, jeśli jest mi pisane być królową pierwszych kwalifikacji? ;p Zaliczę wszystkie firmy w okolicy uczestnicząc w pierwszych rozmowach/testach i będę sadzić takie kwiatki, jak w poniedziałek. Oczywiście, posiądę przy tym całkiem szeroką wiedzę teoretyczną, bo co rusz będę się uczyć na testy, które zostały mi przypisane całkiem przypadkiem, ale to chyba nie o to chodzi… ;p  Ach, co za życie! ;]