Menu pionowe

Szukaj

Kategorie

  • Brak kategorii

Bez kategorii

well, it’s somesink.

mniej myśl, więcej mów. tak tak, w tej kolejności.

nie mogę się nadziwić temu, że Niemcy po angielsku zamiast something mówią jakieś dziwne somesink. Owszem, wiedziałam o tym już wcześniej, ale dzisiaj przeżyłam prawdziwe oblężenie somesinków, bo przyjechał kolejny pan z niemcowa z naszego projektu na wizytację i się nasłuchałam, jak to somesink is missing oraz we will go sru.  Chociaż szczerze mówiąc, w świetle tego, jak wygląda sytuacja w projekcie (a przynajmniej wygląda od naszej strony, a najbardziej od mojej, biorąc pod uwagę, że okropnie lubię porównania do tonących bądź płynących przez wzburzone morze statków z dramatami ;p  ), mocno dwuznaczne wydało mi się „i sink”, „we all sink” oraz, najlepsze, „i don’t want to sink”! :D

A potem, pod koniec dnia, do jednego niemca podchodzi drugi niemiec i zaczynają mówić po niemiecku, i ja próbuję zrozumieć, o czym mówią, ale właściwie jedyne słowo, które wyłapuję, to absprechen, i mówię do B., że nic nie rozumiem, więc będę musiała dużo poćwiczyć, zanim ja uderzę do niemcowa (ha, ha), a potem przychodzę do domu i czytam maila, a tam info z linkedina, że pan ma jakąś ofertę pracy w niemczech, w automotive, w testach. o żesz kurwa, at least one year too early!

znaki, wszędzie znaki. or somesink like this.

No cóż, wygrałam. Stokrotnie i po tysiąckroć wygrałam ;] Przeżyłam semestr, przeżyłam jakoś pospolite styczniowe ruszenie w projekcie (nie żeby drama się skończyła, o nie ;p ). Dzień 1. lutego nadszedł i zastał mnie przy pakowaniu swoich rzeczy w tony folii bąbelkowej i wyławianiu kabli spod biurka. Potem ostatni na tych studiach egzamin i po wyjściu z sali już wiedziałam, że wygrałam i że to koniec, że przeżyłam ten semestr i że niby jeszcze jakaś praca jest do napisania, ale z tym nie będzie problemów ;]

Tak, narzekałam nie raz i nie dwa, ale nigdy nie pomyślałam, że żałuję, że lepsze byłoby pół etatu. Dalej uważam, że to była jedna z lepszych decyzji, jakie podjęłam.

I naprawdę chciałabym powiedzieć, że nie mam żadnych problemów, i w zasadzie nie mam, bo przecież doskonale wiem, jak dojechać jutro do nowej lokalizacji (teraz, proszę państwa, już nie kraków biznes park, a enterprise park! xD ), wiem, który to budynek, i wiem, gdzie siedzę, i patrząc na plan wyczaiłam, jak dojść z windy na swoje miejsce, i wszystko byłoby świetnie, tylko nie wiem, które to piętro ;p Mam zamiar uderzyć pewnym krokiem na drugie, bo intuicja podpowiada mi, że to tam, po czym albo wkroczyć do boksu z triumfalnym „ha, trafiłam”, albo dyskretnie się wycofać i szukać szczęścia gdzie indziej, bowiem pisanie smsów lub pytanie kogoś jest, jak można przypuszczać, dla słabych ;p

mimo wszystko, jest dobrze. jest dobrze i nie sądzę, żebym nie miała życia. wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że mam więcej życia niż w latach wcześniejszych. czasem mi się wydaje, że już prawie, prawie płynę na fali i chociaż prędzej umrę, niż się komuś przyznam, to prawda jest taka, że chodzenie do pracy w sobotę stało się w pewnym sensie całkiem fajne, odkąd drama w projekcie stała się tak wielka, że mój team zaczął mieć sobotnie nadgodziny… ;] (oczywiście w moim przypadku były to w większości sobotnie podgodziny, haha ;p )

no więc w zasadzie jeszcze tylko tydzień i wolne. tzn. takie wolne, że będzie tylko praca. tylko praca. 8-16, ew. 9-17. poniedziałek-piątek. Tak, moi drodzy. Toż to przecież prawie jak wolne! xD

a niech to, ale bym zjadła czekoladę. cały dzień mam ochotę na czekoladę, ale nie chce mi się wyjść do sklepu oddalonego o 5 minut drogi, żeby coś kupić. konflikt tragiczny. lenistwo chroni przed przytyciem ;p chociaż w sumie nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich przestałam słodzić herbatę. pamiętacie, jak ze 2 lata temu były te szalone podwyżki cen cukru? no więc w czasach szalonych podwyżek cen cukru cukier mi się skończył i miałam do wyboru albo iść do Kefirka i przepłacić za i tak drogi cukier, albo pojechać do Auchana, ale skoro bym już jechała do Auchana, to bym zrobiła większe zakupy, a nie chciało mi się potem tłuc się z siatkami w autobusie. i tak oto, z powodu skąpstwa i lenistwa, dwa lata temu rozstałam się z cukrem ;p

o kurwa jebana mać, jak mi się chce spać. próba zrobienia umysłowego czegokolwiek boli, nawet jeżeli to cokolwiek to kilka zdań do jakiegoś pierdolonego sprawozdania. zadziwiające, że w pracy udaje mi się funkcjonować, ba, parę dni temu sama byłam zaskoczona swoimi wyżynami intelektualnymi, chociaż zaczynam zauważać niewielką tendencję spadkową, co nie jest dobre, bo dobrze wiem, do czego mnie to może doprowadzić.

well, half way there, nie jest źle.