Menu pionowe

Szukaj

Kategorie

  • Brak kategorii

Bez kategorii

praktyka, praktyka cd. ;]

Dziżas, ale mara!
Nieco ponad miesiąc temu dostałam z AMP maila, że następny etap praktyki to szkolenie bhp i tym podobne. Dostałam kontakt do gościa będącego opiekunem praktyki – tel. stacjonarny, z adnotacją, że mam z nim ustalić „szczegóły”. W zeszły czwartek stwierdziłam, że pasowałoby się zacząć dowiadywać, co jak i kiedy, te szkolenia i przepustki, więc dalejże dzwonić. Czwartek i piątek upłynęły mi na dzwonieniu na głuchy telefon, oczywiście za każdym razem lekkie zdenerwowanie, bo chce się wypaść dobrze, c’nie? ;p Poza tym, napisałam sobie na kartce szkic przemówienia i gites.
No i dzisiaj się udało, jakiś gościu odebrał, na to ja z prędkością karabinu maszynowego recytuję wstęp mojego przemówienia, po czym dla upewnienia pytam się, czy to pan SK?
Nie, to nie jest pan SK, proszę zadzwonić tam lub tam. (dzięki, babo z hr! :P )
Ok, no to dzwonię pod to pierwsze tam. Tym razem dzieńdobry, czy to pan SK? Nie, momencik.
Ok, to momencik i oto głos w słuchawce, tak, to on, to SK, dzień dobry, tu królowa joanna, praktyki, praktyki!
Hm ale pani chciała SK, a ja jestem jego przełożonym (no kurwa :P ), dam pani komórkę (tu zaczynam mieć wrażenie, że pan jest odrobinę zły).
Stwierdziłam, że nie będę robić zamieszania, bo już i tak było mi głupio (chociaż zaraz, nie mnie powinno być głupio, to oni wszyscy są tacy niezorganizowani ;p ) i powiedziałam, żeby mi ten gościu po prostu powiedział, kiedy SK będzie dostępny. Między 11-12. Ha, gites.  Ciekawe, z kim w takim razie porozmawiam sobie między 11-12 ;p

Mimo wszystko, fajna jest ta huta ;p Wczoraj dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu załapałam się na bilet na festiwal muzyki filmwej, na koncert z serialu „czas honoru” (piękna muzyka! ),a  to właśnie w hucie było, w takiej jednej wieeeeelkiej hali :D

goddamnit.

Wygląda na to, że bateria do laptopa umarła mi na amen. Patrzę na szybko na stronę della, a tam baterie ~500zł. Nosz kurwa!

Dziś w dodatku idę wreszcie na bollywood party i mega by mnie to cieszyło gdyby nie fakt, że jutro są chrzciny dziecka mojej kuzynki (na szczęście nikomu nie przyszło do głowy, żeby mnie prosić na chrzestną, kamień z serca! ;p ), także muszę jechać do Tarnowa i dalej, i na samą myśl już mnie szlag trafia, no bo co jak co, ale na BP miałam zwyczaj zostawać do SAMEGO końca i wlec się do domu na ostatnich nogach i zasypiać przy śpiewie ptaków koło 4, a następngo dnia budzić się baaaardzo późno z uśmiechem na ustach, a tutaj że tak powiem dupa. Niestety, ale pod względem niedostatecznego wysypiania się jestem osobą bardzo wrażliwą i każde iście spać za późno bądź wstanie odrobinę za wczześnie (a może to dotyczyć nawet godz. 12 – 7 ! ) skutkuje zmęczeniem i bezmyśleniem następnego dnia. I tutaj moi drodzy następuje potrójna irytacja:
1. Bo nic nie zrobię w niedzielę, bo będę na durnym chrzcie (ciekawam, ile razy usłyszę pod swoim adresem aluzje w rodzaju „a kiedy ty będziesz mieć chłopaka/narzeczonego”… Nie, żebym się czuła z tego powodu jakaś gorsza, to po prostu męczące, kiedy dla części twojej rodziny wydaje się to priorytetem; Magda – moja siostra – najwyraźniej uratowała honor rodziny (tu mam na myśli już nasza czwórkę ;p ) przyprowadzając na slub kuzynki swojego amancika, zaś ja, cóż… Fakt, że jestem na megazajebiaszczych studiach w Krk i czeka mnie świetlana przyszłość nie ratuje mnie najwyraźniej przed wizerunkiem starej panny, no ale mniejsza ;p W zasadzie wydaje mi się, że tu po części chodzi o zazdrość, no bo fakty mamy takie, że po jednej stronie stoi stara panna przyszły inż. automatyk, a po drugiej 20 latka z mężem i dzieckiem na utrzymaniu rodziców, no i może ja też jestem wciąż na utrzymaniu rodziców, ale to co innego ;p )
2. Bo nie będę mogła być na BP do końca, bo jutro wstać wstanę, ale umrę z niewyspania najpierw w pociągu, potem w kościele (o geez! uczucie spadającej głowy! >.< ), a następnie na tzw. przyjęciu.
3. Bo miałam zrobić wczoraj 2 sprawozdania, a zrobiłam 0.5, bo tak mi opornie szło i co chwila szukałam czegoś w internecie (chociaż  i tak mam sukces – zero kwejka, zero mistrzów, zero wykopu! ;D )

Mimo wszystko, jedna rzecz mnie cieszy niezmiernie, a jest nią poi, poi, poi! :D

fire!

Z największą przyjemnością zawiadamian, że wreszcie przestałam być ogniową dziewicą (no bo nie liczę tej żałowej próby sprzed ~2 lat „o boże o boże, to się paaaaali” ;p )! Kręciłam dziś fire poi, najpierw same młynki, ale potem odważyłam się na więcej figur i to było taaaaaaakie wspaniałe! ;] Coś czuję, że ta moja sekcja kuglarska to jedna z lepszych rzeczy, jaka mi się przytrafiła od dłuższego czasu ;]

must be funny in the rich man’s world.

Wszyscy teraz chodzą na testy kwalifikacyjne na praktyki do Comarchu, to raz.
Napadł mnie cykliczny atak stresu ‚jezu, jezu, nie mam pieniędzy, powinnam znaleźć jakąś pracę, jestem finansowym pasożytem u rodziców, ale jaką ja pracę mogę znaleźć jak nic nie umiem i nie mam czasu? T__T ‚, to dwa.

Goddamnit. Wychodzi na to, że wszyscy będą w Comarchu na praktykach zarabiać pieniążki, a ja będę po hucie zapierniczać. Jeszcze mi powiedzcie, że w kasu i wdzianku ochronnym! ;p

Znaczy nie, żebym chciała do firmy z programowaniem, wszak bycie programistą to coś, co mi w życiu nie wyszło i w zasadzie jedyna rzecz, jaką mogę napisać to coś zrobione od podstaw przezemnie i tylko przezemnie, a nie jakaś taka grupowa pisanina ;p Nie mniej jednak, byłoby to coś, na czym można by sobie dorobić, nie? ;p Bo automatyka to jednak wciąż odległa perspektywa zarobku.

A wpadłam w te rozterki no bo, hmm… ładne sukienki są w Pretty Girl, a mi szkoda pieniędzy wydawać zwłaszcza po tym, jak moje konto znacznie uszczupliła Praga. ;p