Menu pionowe

Szukaj

Kategorie

  • Brak kategorii

Bez kategorii

pożegnania

Jestem na finiszu pakowania się i wynoszenia z mieszkania. Część rzeczy zostanie tu do października (dzięki uprzejmości wsp ;] ), parę rzeczy weźmie w środę tata, natomiast to wszystko, co jeszcze nie zostało zwiezione, biorę dzisiaj ja, i błagam wszystkie siły sprawcze, żebym z tymi wszystkimi pakunkami dała radę jakoś wpakować się do pociągu (będzie drama, będzie… ;] ).
I chociaż dalej mam obawy przed akademikiem (dlatego staram się o tym w ogóle nie myśleć… nie powinno być źle, chociaż to będzie dla mnie zupełna nowość ;] ), to kiedy patrzę na mój pokój, już teraz w zasadzie całkiem pusty, to chociaż mam uczucie żalu (bo świetny był ten pokój i doprawdy rewelacyjna lokalizacja), wydaje mi się to takie… właściwe. Ciężko to określić ;p Tak jakby… tu było fajnie, ale muszę iść gdzieś indziej. Do licha, ależ ze mnie nomad mieszkaniowy ;p

Dziś skończyłam praktyki na hucie i ten, no… rozstanie trochę boli, chociaż w sumie było tylko tego 20 dni ;] Może w tę euforię wpadłam po części dlatego, że to były moje pierwsze praktyki w życiu i pierwszy raz miałam szansę zobaczyć w praktyce, jak może wyglądać praca związana z moimi studiami i spodobało mi się to, może to te „machiny” i w ogóle ogrom wszystkiego, nieważne. Czary odprawione, spróbuję szczęścia za 2 lata, może za rok ;] Suweniry też mam, a jakże, w końcu nie byłabym sobą, jakbym nie zadbała o pamiątki :D Koszulka, ale to standard oraz… hmm po namyśle stwierdzam, że nie napiszę, bo chyba lepiej nie pisać, w każdym razie ten tajemniczy suwenir wywędrował „za zgodą” :D

z cyklu: kretyński sen

To chyba przez to ciągłe wstawanie na 6 – kładę się spać koło 22 i prawie natychmiast zasypiam i śnią mi się dziwactwa. Dzisiaj było to: zrobiono mi badanie krwi i okazało się, że jestem w ciąży, nie wiem z kim, ale miałam niejasne poczucie, że jakiś czas wcześniej było jakieś party… No i kiedy się tylko dowiedziałam o tej ciąży, to ciągle płakałam, bo totalnie nie chciałam być w ciąży! ( ;p ) Szukałam jakichś tabletek i w ogóle, i w tym śnie obwiniałam PiS, że to przez jakieś ich ustawy nie mogę teraz kupić tabletek i pozbyć się ciązy (omg… a przecież ja nawet nie jestem politycznie stronnicza, bo uważam, że wszyscy politycy to durnie, no mniejsza). W tym samym czasie moja siostra też była w ciąży i na początku też jej się to niezbyt podobało, ale potem stwierdziła, że widocznie los tak chciał. A potem zjeżdżałam z lodowca w dół, do Morskiego Oka (??? ).
W sumie, ten sen nie był znowu taki durny. Jakieś 2 tyg temu przyśniło mi się, że więził nas Kim Dżong Il, a moja mam była chora i nie dostawała jedzenia, a reszta jadła jakieś marchewki (ogólnie takie zestawy warzywek, co czasem na tackach sprzedają do zupy – marchewka, pietruszka i seler ;p ). Coś tam był jakiś wątek z ośmiornicą, a może kałamarnicą i chyba przez nią mama zachorowała, a ja się dziwiłam, czemu nikt się nie buntuje przeciwko dyktatorowi Kimowi i chciałam go zabić nożem… Sen się urwał, kiedy już, już miałam wyjąć nóż z kieszeni, bo byliśmy z tym całym Kimem sami w pokoju. Omg!


Został mi tylko tydzień na walcowni, drama!

Na koniec bomba – od przyszłego roku będę mieszkać w… akademiku. Tak, ja wiem, to dziwne, kiedy się weźmie pod uwagę moją awersję do jakiejkolwiek drugiej osoby w pokoju ;p

ja, na hucie.

Pytanie, dlaczego ponad tydzień od rozpoczęcia praktyk nie napisałam ani słowa o hucie. W zasadzie nie chodzi o to, że chociaż teoretycznie my, praktykanci zaczynamy o 9, to muszę wstać o 6 i dlatego jak wracam, jestem mega wykończona i nie mam głowy do pisaniny. The point is… cała ta huta, a uściślając – walcownia gorąca ;p – jest fantastyczna. Jest tak absolutnie fantastyczna, że kwalifikuje się do tego rodzaju rzeczy, o których nie lubię pisać, bo przechowuję je w głowie, całe obrazy jak urywki filmów, i żaden opis nie odda tego całego wrażenia.

Tak, może to i dziwne, ale cieszy mnie wszystko, cieszy mnie nawet wdzianko robocze :D (chociaż odpadają kolczyki i bransoletki, dramat, dramat! ;p ). Wciąż mam niewielki problem z tzw. rytuałem podawania ręki ;p , ale nieważne. Ważne jest, że okropnie dużo rzeczy się nauczę, prawie że czuję do nagłe przyspieszenie po rozlazłych 3 latach studiów (wreszcie, wreszcie prawdziwa praktyka, a nie praktyczna teoria). I nie mam kompleksu głupka, a brak kompleksu głupka jest uczuciem niezywkle miłym ;p (chociaż braki w wiedzy są, a w zasadzie nie braki, tylko zetknięcie się z nowymi dziedzinami. Czasem miewam też myśli, że ten nasz cudowny AiR to takie w zasadzie nic, jeden kolega praktykant jest z mechatroniki z imiru i mam wrażenie, że ich tam naprawdę porządnie uczą. Swoją drogą, czasem mam wrażenie, że to nasze eaiie to i owszem, jest zajebiaszcze, ludzie są mądrzy, progi punktowe biją rekordy, ale wewnątrz – olewactwo. cóż ;p ). No i czuję się traktowana poważnie, serio, żadnego prawdziwego albo metaforycznego poklepywania po głowie „tak tak, Asiu”, czego nie cierpię, a co się niestety zdarza na airze, no ale cóż – to też jest temat na dłuższą wypowiedź ;]

Ech, w każdym razie mam wrażenie, że przebyłam długą drogę, pani nieudany programista ;p I wiecie co? Właściwie to tak, tak, właśnie tak, mogłabym tam popracować przez jakiś czas ;]

22 and still fabulous!

Mam urodziny w pierwszy dzień lata i wcale nie jestem starą kopą ;p

A o rzeczach, które ostatnio się dzieją, mam ochotę krzyknąć: zadziwiające! *

*zadziwiające bynajmniej nie w tym sensie, w jakim rozumieliśmy to na laborkach z systemów pomiarowych. Przez większość czasu te laborki były okropnie nudne, a coś trzeba było przecież robić, więc zabraliśmy się za dopracowywanie do perfekcji sztuki kamuflażu słownego. I tak, „zaskakujące!” oznaczało „ale nuda!”, a „ładna dziś pogoda” – „ale mi się chce spać” (ma się rozumieć pogoda była stałym tematem rozmów :D ). Była też szalona koncepcja, żeby do określonych zwrotów dopasować przedziały alfabetu, żeby np. wszystkie zdania zaczynające się od słów na litery powiedzmy od A do K oznaczały „ale on nudzi”, ale niestety – laborki się skończyły :D