Menu pionowe

Szukaj

Kategorie

  • Brak kategorii

Bez kategorii

zdecydowanie mieszane uczucia.

Nieco ponad pół roku temu byłam na swojej pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. Podejście miałam bardziej w stylu „hm, zobaczymy, co z tego wyniknie” niż „omg, muszę mieć pracę!”. Jak pamiętamy (albo i nie), zrobiłam porachę ;p Cały czas się śmiałam i w moich odpowiedziach „yyy” występowało równie często, jak mniej lub bardziej sensowne zdania.

Dlatego też, gdy wbrew wszystkiemu zadzwoniła pani z rekrutacji z firmy X., do której chciałam się dostać, postanowiłam, że na pewno żadnej porachy nie będzie i zaczęłam się przygotowywać niczym jak na wojnę. Przeczytałam wiele artykułów odnośnie zachowania, prezentacji, przygotowałam sobie zarys odpowiedzi na pytania, słabe strony, mocne strony, ogólnie tego typu pierdoły. Do tego poczytałam trochę o firmie (serio, wszędzie czarno na białym piszą, żeby się totalnie zapoznać z opisem firmy, a najlepiej nauczyć się na pamięć jak najwięcej liczby szczegółów! no rany, dobrze, że jednak uznałam, że co za dużo, to niezdrowo… ;] ) oraz, co najważniejsze, zabrałam się za przypomnienie sobie jakichś technicznych rzeczy. Przypomnienie, albo raczej nauczenia… Aplikowałam na nieco inne stanowisko, ale koniec końców okazało się, że rozpatrują mnie na stanowisko inż. ds testów ;p No, ale do rzeczy. Zamiast uczyć się co to jest CAN, LIN i GPIB i przypominać sobie C na dawno nieodwiedzanym spoj.pl trzeba było przeczytać sobie mniej niż pół skrytu z elektroniki analogowej z 3 semestru! T__T

Mówię od razu – to nie tak, że było fatalnie. Bo nie było. Ale szczerze i obiektywnie mówię, że mogło być lepiej, totalnie lepiej. Nie mogę się nawet zasłonić dysprądziem (ach, ale czy kiedyś się zasłaniałam? ;p ), bo nie ma wytłumaczenia na głupoty, jakie popełniłam… ;p Pierwsze pytanie – mamy jakieś napięcie, i szeregowo włączony woltomierz i opornik i pytanie, co pokaże woltomierz. I tutaj właśnie nasza gwiazda dała popis, mówiąc „hmm, no woltomierz powinien być wpięty równolegle” (no dobra, wiadomo, że to jest prawda, ale obok tego schematu był narysowany drugi, właśnie z równoległym połączeniem, więc nie było to pytanie z rodzaju podchwytliwych), „pierwszy raz widzę takie połączenie” i licząc prąd, którego przecież tam nie powinno być! Ale wstyyyyyyyd! T___T Z resztą pytań z analogowej było trochę lepiej, ale i tak byłam zła na siebie, że nie powtórzyłam różnych rzeczy. No ale, skąd mogłam wiedzieć dokładnie, co powtarzać? To trochę tak jak z internetami na dyskietce – niby fajnie, ale przecież wiemy, że się nie da… ;p Pytanie z diodą zenera zaliczyłam w połowie i cały czas miałam irytującą świadomość, że przecież to samo było w tym cholernym skrypcie! No, ale z tym akurat miałam zawsze problem, chociaż to był taki prosty schemat. Na pytanie, w którym należało odpowiedzieć „stabilizator napięcia” odpowiedziałam „optoizolacja”, a następnie „stabilizator napięcia” i tutaj chcę podziękować samej sobie, że całkiem przypadkiem dwa dni temu przeczytałam o stabilizatorze napięcia w ramach Projektu Sweet Robot! Oczywiście, nie umiałam już narysować jak taki stabilizator wygląda, damn. To było na tyle z pierwszej części. Pan 1. ewidentnie musiał spisać mnie na straty, bo powiedział, że ma jeszcze pytanie z tranzystorem, ale to sobie może podarujemy. Damn! Damn! A mogłam powiedzieć, że może jednak spróbujemy, bo tranzystor to ja obczaiłam bardzo dokładnie w ramach czujnika przeszkody xD (ok. 9cm, btw, jest lepiej ;p ). Z elektroniką cyfrową poszło lepiej. Twierdzenie o próbkowaniu i jakieś dwa wykresy, rozdzielczość przetwornika, zamień hexa na bin i dec (no, tu o mały włos bym też się popisała, ale to już wręcz książkowy przypadek zaćmienia umysłu podczas lekko stresującej sytuacji ;] ), proszę napisać funkcję w C i czym się różni strukturaa od unii (Unia! Damn! czytałam o tym całe wieki temu i oczywiście totalnie nie pamiętałam… ;p ). Potem pytanie o to, co dokładnie robiłam w matlab/simulink/stateflow, a z chwilą, kiedy powiedziałam że w simulinku robiłam rzeczy z msd, tj. modelowania systemów dynamicznych, to wiedziałam, że to był błąd, bo pan nr 2 napisał mi wtedy proste równanie dynamiczne i kazał narysować jak by to było w simulinku. Damn! Zapomniałam o bloczku 1/s! ;p

Potem jeszcze pseudo sprawdzenie angielskiego, coś o kierunkowskazach, pytanie, czy bym sobie poradziła z dokumentacją po niemiecku, pytanie o zaraobki i tu chyba palnęłam następną głupotę, bo powiedziałam, że 3k brutto. Głupie jest pytanie o zarobki, głupie, głupie! Nikt się nie chce przyznać, ile zarabia, a poza tym nawet nie wiem, ile jest netto z 3k, eeeeech. Oczywiście, pewna niezręczność pojawiła się na początku, kiedy powiedziałam, że chcę studiować na 2. stopniu, więc interesuje mnie pół etatu. Panowie nie wyglądali tym specjalnie zachwyceni, ale powiedziałam, że słyszałam, że są ludzie tutaj pracujący na pół etatpu, a poza tym nigdzie w ogłoszeniu nie widziałam, żeby zastrzegali sobie tylko cały etat, więc wydawało się to sensownym wytłumaczeniem.

Podsumowując – szczerze nie uważam, żeby wyszło tragicznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że (chociaż wiedziałam, że pojawią się pytania techniczne) nastawiałam się bardziej na typowo rekrutacyjne pierd… znaczy typowo hr-owa rozmowa i gromadziłam głębokie myśli do odpowiedzi na pytania w rodzaju „co z pani doświadczenia zawodowego może pani wykorzystać w pracy”. Dodatkowo mam pełną świadomość, że w takich sytuacjach nie wypadam za dobrze jeśli chodzi o myślenie i mam na myśli nie tyle samą sytuację stresową, co sztuczne sytuacje w rodzaju rozmowy jak ta. Jestem raczej osobą, która może się mega wykazać jak się jej da szansę (heloł, w końcu nie jestem taka ostatnia ;p ), ale zdaję sobie sprawę, że właśnie w takich wstępnych rozmowach mogę wypaść jak jakiś dureń, czego dowodem są np. ww. kwiatki z woltomierzem, dlatego liczę, tak, ogromnie liczę na tzw. błysk w oku i że ktoś zauważy ten potencjał ;p Ostatecznie moja mama, kiedy pokazuję jej jakieś zdjęcie (a ostatnio zdjęcia moje do dokumentów) i mówię, że wyszłam brzydko, zawsze mówi coś w rodzaju „nieee, masz inteligentne spojrzenie”, ale może w kontekście wyglądania brzydko na zdjęciu to nie jest dobry przykład, eeeech, zmieńmy temat ;p

Generalnie bilans nie jest zły – jak dotąd wysłałam 3 CV, z czego raz poszłam na rozmowę, raz napisałam list motywacyjny, w którym zasabotowałam samą siebie pisząc „nie mam doświadczenia” (no bo co? przecież że nie mam, jak jeszcze nie miałam żadnej pracy. TAK, teraz wiem, że absolutnie nie można tak pisać… ;p ), a ostatni przypadek to hmm, znaleziony przypadkiem formularz na stronie firmy rekruterskiej, więc w zasadzie się nie liczy ;p Obiektywnie mówiąc, nie mogę więc narzekać, że nie mogę znaleźć pracy, poza tym, nie miałam w planie wysyłania cv w miejsca typowo programistyczne. Programistyczne w tym sensie, że szefostwo uważa, że wykwalifikowanego pracownika można zastąpić x studentami na 1/2 lub 1/4 etatu ;]

Omg. Naprawdę mam mieszane uczucia. W każdym razie, zawsze to jakieś doświadczenie więcej, nie? ;]

zdecydowanie moment przełomowy, tak, tak.

Miałam tu nic nie pisać, a na pewno nie przed (tym czymś). Nie chodzi o to, że nie chciałam zapeszyć, tylko o to, że nie pisanie o czymś przed powoduje, że nie trzeba pisać o ewentualnym niepowodzeniu po ;] A bardzo mi zależy. Idąc tym samym tokiem myślenia uznałam, że nikomu nie powiem. Wie tylko moja mama, no bo cóż, była pierwszą osobą, jaka była wtedy w pobliżu i moja współlokatorka, która posłużyła za żródło informacji i najprawdopodobnie dziś, jeśli się zobaczymy, posłuży za „oj, przestań, będzie dobrze” ;]

Nie mniej jednak stwierdziłam, że jak dotąd pisałam tu o większości ważnych rzeczy, a już zwłaszcza o czymś w rodzaju momentów hmm… przełomowych (no, moment przełomowy to to będzie, jak się uda ;p ). I jeśli zacznę za kolejnych kilka lat (o ile blog.pl będzie istniał dalej. geez, od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem przeprowadzenia jakiejś akcji archiwizacji do siebie na dysk; ponieważ jakoś nie widzę tu przycisku „importuj” albo „zapisz wszystko”, pewnie czeka mnie dłuuugie kopiuj-wklej… ;] ) losowo czytać archiwum i trafię na te wpisy, to nawet, jakkolwiek by mi jutro nie poszło, będę to wspominać z uśmiechem ;p

No, ale do rzeczy: uprzejmie proszę o anonimowe, telepatyczne wsparcie jutro, w godzinach przedpołudniowych, zwłaszcza 10-11! ;]

Please, please, please, Evangeline!

surprise!

Tego się nikt nie spodziewał, prawda? ;] A jednak. Zapomniałam już, jaką radość sprawia stworzenie czegoś zupełnie od zera… A naprawdę sprawia ;] Także tego… oficjalnie ogłaszam koniec „layoutu tymczasowego”! Nie jestem pewna, kiedy został wprowadzony, ale to będzie już jakieś 3 lata, nie? Czy jest tu ktoś, to czyta to wystarczająco długo, żeby pamiętać? ;p Bo ja nie pamiętam. Widzę, że nawet archive.org dało sobie ze mną spokój. W 2008. Doprawdy, znamienne ;p

To był w zasadzie 1 dzień roboty (4 dni w  Standardzie Joanny), ale jestem z siebie mega dumna. Że wreszcie coś ;]

Kupiłam sobie miernik. Miernik jest pomarańczowy i bez wątpienia stanie się orężem w walce z dysprądziem… ;p

O_o

No dobra, to jest dziwne. Czujnik w wersji testowej działa, co prawda ma oszałamiający zakres 3cm, ale działa, tyle że dla częstotliwości innej, niż powinien. ??? .
Na dziś sobie chyba już podaruję, co za dużo, to niezdrowo ;p Dobrze przynajmniej, że nic więcej nie wybuchło ;p