Menu pionowe
Szukaj
Kategorie
  • Brak kategorii

‚Cause though the truth may vary. This ship will carry. Our bodies safe to shore

Jesień w Business Parku. Piękna, złota jesień w Business Parku. Wiem, bo sobotę spędziłam w pracy i słońcem zachwycałam się w większości tylko przez panoramiczne okna ;]  Miałam przyjść tylko na 4 godziny, które zostały mi z zeszłego tygodnia, ale z pewnych problemów technicznych zeszło mi trochę dłużej. Nie mniej jednak, wychodziłam zadowolona, bo kiedy hmm… moja główna rzecz, którą miałam zrobić, wgrywała się spokojnie do bazy, mogłam zająć się poprawkami czegoś innego, które to poprawki jako jedne z wielu wisiały nade mną już od jakiegoś czasu. Co zrobić, kiedy wszystko tak na szybko, na szybko, pierwsza zasada korporacji, moi państwo – nie ma czasu, by zrobić coś dobrze, ale jest czas, by pięć razy poprawić! ;p Anyway, wróciłam więc do mojego starego kodu, do moich pierwszych automatycznych skryptów i stwierdziłam, że całkiem sprytnie zrobiłam pewne rzeczy i pogratulowałam w duchu Dżoanie z okolic sierpnia ;p . Poprawiłam najbardziej krytyczną rzecz, nad którą się strasznie namyśliwałam, kiedy jeszcze byłam zajęta tą funkcjonalnością, bo mi ciągle wychodziło, że to działa odrobinę nie tak, jak w wymaganiach, ale żem jeszcze niepewny tester i dobrze pamiętam ten numer z generatorem w poprzednim projekcie (o, mniej więcej takim ;p ), kiedy zgłosiłam mojego pierwszego błęda, a to się okazało, że to głupi generator robi czasem dziwne przekłamania i software’owiec, dobry software’owiec, ze 2 dni nad tym siedział, zanim wykrył, że to nie błąd w sofcie (ale nic nie powiedział, w końcu to głupi generator, a nie ja! ;p ) i stwierdziłam, że prędzej sprawdzę to jeszcze jakiś milion razy, niż zgłoszę ot tak. No więc wróciłam do tego kodu, poprawiłam i na bazie mojego dużego, bo ponad dwumiesięcznego doświadczenia stwierdziłam, że na pewno dobrze zliczam te ramki canowskie, więc czas wprowadzić do nowego projektu stare zwyczaje i skontaktować się z programistą! xD Tak w dużej mierze minęła mi sobota.

Dalej.

Spędziłam jedną z bardziej produktywnych niedziel: zrobiłam pranie, poszłam na basen, gdzie swoje obowiązkowe 40 basenów kraulem przepłynęłam w tempie szybszym, niż zwykle, potem zahaczyłam o Błonia, gdzie w cudownej pogodzie poczytałam książkę, zrobiłam sobie naprawdę dobry obiad, a potem ogarnęłam dwie rzeczy na studia w myśl zasady, że będę porządną studenciną.

Dziś przyszłam do pracy i na totalnym lajcie kontynuowałam swoje pokrycie wymagań, bo szcześliwymi zbiegami okoliczności udało mi się wygenerować dosyć duży przyrost (i dla dobra wspólnego nie będę się wdawać w szczegóły ;p ), w międzyczasie skonsultowałam się z moim Dobrym Niemcem-software’owcem (nie tym od generatora, innym ;p ) co do ewentualnego błędu, którego po sobocie byłam już pewna (w sensie, że ja i mój test się nie mylimy ;p ), w międzyczasie poprawiłam jeszcze jedną drobną rzecz gdzieś tam i poczułam, jakbym wreszcie postawiła jeden mały krok w kierunku ogarnięcia tego wszystkiego. Potem wybiła 17 i stwierdziłam, że czas zrobić gierałt of hijer, skoro dalej godziny i ewentualne odrabianie mam pod kontrolą. Udało mi się uniknąć stalkera, który nie jest takim prawdziwym stalkerem, ale tak zaczęłam w myślach go nazywać, bo bawi mnie ta nazwa, i w okolicach 18 dotarłam do dom mieszkania.

Włączam komputer, co by sprawdzić pudla i fejsika, a tu na forum roku czytam, że jutro są jakieś bzdurne zajęcia o 9 i cóż… cały mój plan 5 godzinnego dnia pracy poszedł się walić, bo na nieco ponad 2 godziny to trochę bez sensu jechać. Damn. Jak te studia mi brużdżą ;p Trzeba oddać sprawiedliwość – było i jest parę rzeczy całkiem w porządku, ale nic nie poradzę, że teraz to dla mnie całkiem dobrze argumentowane waste of time, zwłaszcza, kiedy popatrzy się na to w sposób: teraz muszę iść na głupie zajęcia i stracę czas, a potem muszę zapierdalać w sobotę do pracy ;p Oczywiście w głowie niemalże słyszę teksty w rodzaju „nie musiałaś się w to pakować”, na które nie zamierzam odpowiadać, bo raz – w pewnym sensie tak, musiałam, dwa – co by nie powiedzieć i jakichkolwiek emocji by mi ta praca nie dostarczała, to prawda jest taka, że bilans zysków i strat jest dodatni, dodatni na tyle, że kiedy się zacznie naprawdę ciężko (a zacznie? bo serio, sama już nie wiem), to i tak nie będę żałować ;]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>