Menu pionowe
Szukaj
Kategorie
  • Brak kategorii

14.02.2012

Okej, w sumie może się to wydać zadziwiające, czemu od razu się nie pochwaliłam. Tydzień opóźnienia! Ostatnio wszystkie ważniejsze rzeczy dzieją się we wtorki.
Generalnie jestem dosyć verschlossen (ach, lubię bardzo to słowo. To pierwsze słowo, które zapamiętałam podczas korepetycji z Jessicą ;] ) i nie opowiadam o sobie, ale czasem to się po prostu zbiera i garnek kipi (które to określenie wymysliłam dawno temu z P. dla kogoś zupełnie innego), a potem jestem trochę zła na siebie, że znów tak głupio opowiadam o sobie, więc znów celowo nic nie mówię i znajduję dosyć dużą satysfakcję w niemówieniu. Mniejsza z tym ;p

14.02 miałam te całe testy w Comarchu. Strasznie mi się chciało śmiać na tych testach, po części dlatego, że w zasadzie 95% to było dla mnie wtf (o czym poniżej), po części dlatego, że dobrze wiedziałam, że jestem tam już tylko dla tzw. sportu i dlatego, że to niegrzecznie nie przyjść na testy, na których obecność się potwierdziło. W zasadzie minutę po tym, jak wyszłam z tramwaju, zadzwonił telefon. Pan z Delphi. Ach, no tak, bo przecież nie mówiłam, że tajemnicza firma X., w której na rozmowie kwalifikacyjnej sadziłam swoje kwiatki, to Delphi! I nie mówiłam też, że parę dni później po tamtej rozmowie zadzwonił pan z rekrutacji mówiąc, że wynik pierwszej rozmowy był pozytywny (nie wiem, co wtedy odpowiedziałam, bo akurat byłam zajęta myślowym atakiem smiechu ;p )! I że była jeszcze jedna rozmowa, telefoniczna, tym razem bardziej w stylu „co panią motywuje do pracy”, na której po angielsku rozmawiałam o bollywood (no co, to nie ja zaczęłam ten temat ;p ) i nieco poprawiłam te nieszczęsne oczekiwania finansowe („…ale jestem otwarta na propozycje” xD )!
No więc Pan zadzwonił i pyta, czy może zająć chwilę czasu („yyy nie, panie, właśnie idę na testy do innej pracy”), więc ja mu na to, że jestem na mieście więc trochę nie bardzo, i o czym chciałby rozmawiać, a on na to „hm, w zasadzie to chciałbym zaproponować pani pracę”.

Ok, jeszcze raz. Przyjęli mnie do pracy tam, gdzie chciałam, na stanowisko młodszy inż. ds. testów systemów z oprogramowaniem :D Od razu uprzedzam, to nie są zwykłe testy! To są ważne testy, czy elektronika została dobrze zaprogramowana ;p Np. czy światła się dobrze palą ;p Albo wycieraczki chodzą. Czy jakoś tak ;p

Odrobinę sprawy skomplikował mi plan zajęć, który się dziś ukazał, ale myślę, że nie powinno być bardzo źle i że nikt nie będzie miał nic przeciwko modelowi 8 + 4 + 4 + 0 + 4 ;p Trochę nie bardzo jest też to, że jak dotąd jedyne, co wiem, to to, że 20 godz, że w czwartek 1.03 mam szkolenie (i tu niestety źle się czuję z myślą, że będę musiała opuścić jakieś pierwsze laborki, ach), a w pt, jak pan się wyraził „zapraszamy do pracy”. Dodatkowo muszę jeszcze załatwić badania do pracy, ale najpierw ma się ze mną skontaktować zewnętrzna firma, która mnie zatrudni (bo jak się okazało, Delphi ma za małą pulę wolnych etatów, żeby sobie samemu zatrudniać ludzi na 1/2. Czy jakoś tak). Jak można się domyśleć – firma się jeszcze nie odezwała ;p Z jednej strony to dobrze, bo jak można się domyślić odwlekam jak mogę moment wyjazdu do tego daremnego miasta (dobra, wiem, że miasto średnio może być daremne, ale jakoś ostatnio nie moge myśleć o nim inaczej jak o daremnym mieście krakowie), ale z drugiej strony – pewnie mnie czeka załatwianie w pośpiechu tych wszystkich rzeczy ;p

Tak więc plan (o którym teraz myślę, że nie jest znowu taki fatalny, o ile oczywiście uda mi się zapisać na te laborki, które chcę. Bo jeśli się nie uda i nie zdążę, tak jak ostatnio, to bieda ;p Ale skoro wszechświat chce, żebym zaczęła pracować, to wszechświat nie dopuści, żeby coś stanęło mi na drodze, czyż nie?) trochę mnie wytrącił z równowagi i dlatego wygadałam się już dziś dwóm osobom, damn ;p A nie lubię się wygadywać, jak coś nie jest do końca pewne. No dobra, każdy zdroworozsądkowy człowiek by powiedział, że to jest pewne, ale ja jestem typem po części asekuracyjnym i nic nie jest pewne, dopóki nie zobaczę tego na papierze ;p

Co do najważniejszej rzeczy, która zawsze gdzieś tkwi mi w głowie. Ja to ja, zawsze trochę się martwię, czy sobie poradzę i w ogóle. Mimo wszystko jednak czuję, że to jest takie… właściwe, i dlatego, szczerze mówiąc, bardzo mało myślę o ewentualnej kwestii nieporadzenia sobie.

Ach, no tak, miało być jeszcze o tych testach ;p Kurde, szczerze, nie pamiętam nawet, co tam było! ;p Pierwszy test, na ogólnego inż. systemów (chyba się tak to zwało) przestrzelałam w całości, bo nie było tam nic, co by brzmiało znajomo. Drugi, inż. systemów linuks, o dziwo, brzmiało to minimalnie znajomo, bo trochę sobie w końcu poczytałam, ale i tak rozminęłam się z wiedzą, a chyba jedynym pytaniem, gdzie odniosłam wielki sukces, było „jak wyjść z vi” i to o dziwo pamiętałam z czasów, jak chciałam się zapoznać z linuksem jakieś 5 lat temu, zainstalowałam Fedorę, pomimo prób nie znalazłam nic fascynującego w siedzeniu i kontemplowaniu konsoli i zawsze kończyło się na Mahjongu… ;p Trzeci test był o sieciach i tu poszło mi najlepiej, chociaż też nie dobrze, bo niektóre zagadnienia były nieco dziwne.

A jako gratis – nowa celebrytka TVN, w okolicach czasu -7:11 ;p To finał z tamtego roku; rejon krk-podgórze miał zawsze najwięcej wolontariuszy i nie dla każdego znalazło się zajęcie – ja np. przez większość czasu siedziałam i jadłam pizzę albo chodziłam do pseudokuchni po herbatę. Tym bardziej zadziwiające jest, że akurat nakręcili mnie w momencie, kiedy naprawdę coś robiłam (a dokładniej – zabierałam swoje paczki. I nieeee, wcale nie wyglądam jak jakieś ułomne dziecko… ;p )! ;]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>